Żółwie ozdobne – porzucone, czy inwazyjne obce?

Żółwie ozdobne – porzucone, czy inwazyjne obce?

Przyznaj szczerze, czy nie lepiej będzie im w stawie niż w akwarium?
Autor: Rafał Maciaszek / Katedra Genetyki i Ochrony Zwierząt, Instytut Nauk o Zwierzętach SGGW w Warszawie
Opublikowano dnia 13 lipca 2021

Jeśli ktokolwiek interesował się dotąd tematem inwazyjnych gatunków obcych zwierząt to wie doskonale, że jest on dość kontrowersyjny. Nie ma co się temu dziwić – dotyczy przecież żywych stworzeń.

Do konfliktu dochodzi kiedy inwazyjność danego gatunku staje się na tyle uciążliwa, że należy podjąć działania polegające na jego eliminacji ze środowiska przyrodniczego. Gdy jednak dochodzi do tej konieczności to nie brakuje z reguły głosów osób wstawiających się za zachowaniem tych zwierząt. Zwykło się nazywać ich „obrońcami” czy też „miłośnikami zwierząt”. Brzmi dumnie. Nawet utwierdza w przekonaniu, że przyjmowane stanowisko jest jak najbardziej właściwe, bo któż nie chciałby dbać o braci mniejszych – ktoś za nie odpowiedzialny być musi. Z drugiej strony mamy nieco świata nauki, który coraz częściej alarmuje: „inwazyjne gatunki obce zagrażają bioróżnorodności”. Co to właściwie oznacza dla przeciętnego mieszkańca? Zostawić żółwie w spokoju! Nie ma nic bardziej inwazyjnego od człowieka! Wszyscy mają rację.
Skala konfliktu narasta wraz z „puszystością” zwierzęcia osiągając swoje maximum w przypadku ssaków, jak choćby nutrie. Gdzieś tam po drodze pojawią się żółwie, a im bardziej zwierzę przyjmuje wygląd „obślizgłego robactwa” to zależy już na nim jakby mniej, a nawet wcale. Niektórzy nawet o nich nie usłyszą, za to sami będą krzyczeć o konieczność zrobienia czegoś w tym temacie, o eliminację, kiedy problem poznają na własnym ogródku – jak np. inwazje obcych ślimaków. Ale ślimaki to nie żółwie, ani nie nutrie. Na życie zasługują jakby mniej, bo są szkodnikiem – a jak coś szkodzi konkretnie człowiekowi to człowiek się przejmuje.

Eliminować czy jednak zachować? Czy człowiek powinien ingerować w naturę?
Przeanalizujmy to od początku. Niezależnie czy będzie to nutria, żółw ozdobny czy rak pręgowaty. Jeśli mowa o gatunkach obcych to już wówczas mamy informację, że człowiek maczał w tym palce. Zgodnie z definicją są to gatunki przeniesione przez człowieka poza obszar swojego naturalnego występowania. Oznacza to, że ingerencja człowieka już nastąpiła, a efektem jej jest obecność takich gatunków w środowisku – pamiętajmy – dla nich obcym. Co dalej? Niektóre z tych stworzeń nie przeżyją w naszym klimacie, a inne utworzą stabilne populacje niekiedy wypierając z zajmowanych miejsc gatunki dla nich rodzime, stając się inwazyjnymi, czyli mającymi negatywny (jak potwierdzono badaniami !) wpływ na środowisko przyrodnicze i / lub gospodarkę. Bardzo często mówi się jednak, że decyzję w tej sprawie należy pozostawić naturze. Zapytam się więc, a na jakiej to podstawie?

Z żółwiem ozdobnym to jest tak, że była zachcianka i były zakupy pod presją chwili. Najczęściej malutki żółwik trafia do równie małego akwarium, bez większego przygotowania właściciela. To tak jak w sklepie zoologicznym przeciętny przyszły opiekun dobiera sobie rybki pochodzące z różnych środowisk i stron świata, tak jak się podobają, nie zważając na ich wymagania czy przyszłe losy. Liczy się tu i teraz, a żółwik jest słodziutki kiedy malutki, a rybki ładne kiedy jeszcze w miarę zdrowe (bo można i kupić chore, ale klient tego zwykle nie wie, bo nie poczytał o nich wystarczająco wcześniej). To zwierzęta ozdobne, mają się podobać (człowiekowi). Ale zwierzęta potrafią się nudzić, potrafią być problematyczne i przerastać oczekiwania opiekuna, jeśli się nieodpowiednio przygotował do ich posiadania (bo tą „problematyczność” można przecież przewidzieć i rozumieć). Tylko jeden dorosły żółw wymaga większego akwarium, a dobre będzie kosztowało często już ponad tysiąc złotych. Żółwi się naściągało tylko do Polski setki tysięcy. Coś trzeba z nimi zrobić. Szczególnie taki właściciel, który nie zasięgnął wiedzy przed zakupem zwierzaka, będzie szukał pomocy jedynie w sklepie, w którym go kupił. Jeśli sklep odmówi będzie to może ogród zoologiczny, który oficjalnie zwierząt tego typu przyjmować nie może. Na szukanie nowego domu jest za mało czasu. Czasem zostawi się żółwia w wiaderku na lokalnym śmietniku. Pojawia się myśl. Po co żółw ma się męczyć w zbyt małym akwarium skoro więcej miejsca będzie miał w stawie czy rzece. Tam trafia. Przyznaj szczerze, czy nie będzie miał tam lepiej?

Z pewnością będzie miał lepiej niż w rękach nieodpowiedzialnego właściciela. Jak pokazują doświadczenia Fundacji Epicrates, żółwie akwariowe odławiane w polskich wód mają się wiele lepiej niż te odbierane właścicielom z akwariów (i to o ile te akwaria w ogóle jakiekolwiek są, bo jest i tak, że nie ma). Nie w tym rzecz. To zwierzę domowe. Przyszły opiekun przed zakupem powinien się zorientować, że żółw nieco tych latek żyje i też z czasem będzie większy. Powinien ocenić czy stać go będzie na odpowiednio duże akwarium, ewentualnie odpowiednio zabezpieczone przed ucieczką żółwia oczko wodne. Jeśli nie, to taki zakup nigdy nie powinien mieć miejsca. Zwierzęta to nie zabawki czyż nie?

W przypadku żółwia ozdobnego w polskich wodach mówimy o efekcie porzucenia, gdyż jest to zwierzę domowe. Obojętnie czy został „wypuszczony na wolność” czy też „uciekł” mówimy o porzuceniu. Wydaje się jednak, że podobnie należy to interpretować w przypadku nutrii czy nawet raka pręgowatego. W końcu ich obecność w polskich wodach wynika z celowych wypuszczeń lub ucieczek z nieodpowiednio zabezpieczonych hodowli (a przecież jeśli komuś zależałoby na dobru zwierzaka to by zabezpieczył go w taki sposób by nie uciekł, a jednocześnie nic nie zagrażało mu z zewnątrz). Nie zawsze będzie to możliwe (np. w przypadku akwakultury), ale wówczas należało by podejmować stosowne działania polegające na odłowach. Tu właściwie docieramy do sensu prowadzenia odłowu inwazyjnych gatunków obcych – efektu ingerencji człowieka w środowisko, próby naprawy tego błędu polegającego na pomocy naturze w przywróceniu stanu choć zbliżonego do tego sprzed tej ingerencji. To jest ta prawdziwa odpowiedzialność. Jeśli ktokolwiek uważa, że gatunki obce powinny mieć swoje stałe miejsce w środowisku przyrodniczym, gdzie zostały wprowadzone przez człowieka, to właściwie może równie dobrze promować zaśmiecanie czy zanieczyszczanie tego miejsca w każdy inny sposób. Natura sobie nie poradzi? Trzeba naprawiać? Tłumaczenie, że natura da radę jest niczym innym jak zrzucanie na nią odpowiedzialności za błędy człowieka. Gdyby ta natura sobie radziła nie byłoby problemu inwazyjnych gatunków obcych.

Przyjmując powyższe, czy tzw. obrońcy zwierząt w rzeczywistości nie są przypadkiem … propagatorami porzuceń zwierząt? – szczególnie jeśli mowa o faktycznych zwierzętach domowych jak żółw ozdobny. Czy wołanie o zachowanie porzuconych zwierząt domowych poza domem i bez właściwej opieki nie jest promowaniem braku odpowiedzialności za te stworzenia?
Obecność tych gatunków w środowisku przyrodniczym nie ma nic wspólnego z naturą, nie dotarły tu same i mogły nigdy nie dotrzeć, gdyby nie ingerencja człowieka. Nie decydowały też gdzie zostaną porzucone.
Zachęcam wszystkie osoby prowadzące odłowy do prowadzenia dialogu z lokalnymi społecznościami, stosując bliższe im wyjaśnienia terminu „inwazyjny gatunek obcy”. Ten dialog jest potrzebny.
Zachęcam wszystkich „obrońców zwierząt” do faktycznej obrony tych stworzeń, poprzez tworzenie dla nich azyli, miejsc, w których będą bezpieczne i będą otoczone właściwą dla nich opieką. Takich miejsc nieustannie brakuje. Przepisy prawa pozwalają na takie rozwiązania. Warto się nimi zainteresować, a uratuje się wiele istnień.

Niestety, nie zawsze jest możliwe zachowanie przy życiu wszystkich inwazyjnych gatunków obcych. Trzeba o tym wiedzieć. Niektórych gatunków produkujemy regularnie setki ton (nie jest to suma wszystkich, często to rzeczywiście tylko przedstawiciele jednego gatunku). Nieważne gdzie trafią – one próbują jedynie odnaleźć się w nowym otoczeniu, będą starały się robić to jak najlepiej, często nadmiernie się namnażając i to na tyle, że nie uda się ich zachować bez wzajemnego okaleczania się itd. W końcu kiedyś nawet jeden osobnik dla kogoś był problematyczny. Tak będzie chociażby w przypadku rozmnażającego się partenogenetycznie raka marmurkowego. Niezależnie od tego każdemu takiemu zwierzęciu jesteśmy winni humanitarne traktowanie. W przypadku mniejszych gatunków, jak ryby czy bezkręgowce wodne, których jest najwięcej – można je wykorzystać jako pokarm dla innych (np. bocianów odzyskujących zdrowie w ośrodkach rehabilitacji zwierząt). Najważniejsze jest wyeliminowanie ich ze środowiska, nawet po to by nie były wyrzuconym przez człowieka śmieciem zatruwającym ekosystem. Niech nie będą śmieciem, a żywym stworzeniem.

Fot. Pułapka do odłowu porzuconych żółwi ozdobnych.