Nie taki obcy karp

Nie taki obcy karp

      Karp należy do jednego z najbardziej kontrowersyjnych gatunków obcych występujących w Polsce. Choć dopiero w latach pięćdziesiątych XX w. stał się „tradycyjną” potrawą wieczerzy wigilijnej, należy pamiętać, że gatunek ten od wieków jest najchętniej hodowaną rybą w rodzimej akwakulturze. Do Polski sprowadzili go cystersi – możliwe, że stało się to już w XII wieku. Obecnie Polska przoduje w Europie w produkcji tego gatunku. Niestety, ze względu na budzącą wątpliwość dotyczącą sprzedaży żywych karpi w okresie przedświątecznym, ryba ta niekoniecznie cieszy się pozytywnym wizerunkiem. Czy jednak na pewno karp na niego zasłużył? Przeanalizujmy to od początku.

Jak ryba w wodzie albo jak karp w stawie

     Koncentrując się na problemie sprzedaży żywych ryb w okresie poprzedzającym święta Bożego Narodzenia zapomina się zupełnie o tym, że karp przez znaczącą większość swojego życia ma zagwarantowane zdecydowanie najkorzystniejsze warunki spośród wszystkich zwierząt hodowanych w Polsce. Na jednego osobnika w stawie hodowlanym przypada zwykle 10 metrów sześciennych wody! Takiego stanu rzeczy pozazdrościć mogą mu nie tylko pozostałe zwierzęta gospodarskie, ale także zwierzęta akwariowe, w tym inne ryby, dla których wciąż nie opracowano norm poziomu dobrostanu. Ponadto, te ostatnie, w przeciwieństwie do karpia, nie mają często nawet zagwarantowanej opieki weterynaryjnej, ponieważ jako zwierzęta ozdobne przeznaczone do obiektów zamkniętych, jakimi są akwaria, teoretycznie nie stanowią zagrożenia ani dla środowiska naturalnego, ani dla zdrowia człowieka. Na uwagę zasługuje również fakt, że w odróżnieniu od akwarystyki, krajowa akwakultura dysponuje kodeksem dobrych praktyk (link na końcu) promującym odpowiedzialne postępowanie z korzyścią dla świata przyrody, jak i gospodarki. Stawy karpiowe stanowią pewnego rodzaju substytut obszarów wodno-błotnych i są zarazem kluczowym w okresie suszy magazynem wody. To także siedliska dla wielu rodzimych gatunków zwierząt, przede wszystkim płazów, ale też ptaków, które w wielu miejscach można obserwować ze specjalnie w tym celu zbudowanych wież. Nie dziwi zatem też i fakt, że wiele stawów karpiowych jest objętych najróżniejszymi formami ochrony przyrody. Ekstensywna hodowla ryb karpiowatych (w tym wyłącznie karpia) w stawach ziemnych uważana jest za jedną z nielicznych w miarę zrównoważonych ekologicznie form produkcji zwierzęcej.

Karp to numer jeden w krajowej akwakulturze. Fot. Michał Nowak

Ryby głosu nie mają, ale o karpiu głośno

     Sprzedaż żywych karpi z basenów jest poddawana w ostatnich czasach intensywnej krytyce. Związane jest to przede wszystkim z niehumanitarnym traktowaniem tych zwierząt i często narażaniem ich na absolutnie zbędny stres. Przypomnijmy, karpie trafiają do niesławnych basenów napełnianych najczęściej wodą kranową (nieodpowiednio przygotowana woda uszkadza rybom skórę i niszczy powłokę śluzową, co w kolejnych dniach może powodować osłabienie i zwiększoną podatność na infekcje). Kupujący odwiedzający takie stoisko mają pewność, że zakupione przez nich ryby są świeże, ale też jest to dla wielu osób po prostu szansa na zobaczenie żywego karpia. Oczywiście, należy zaznaczyć, że utrzymywanie karpia w takich poddawanych krytyce warunkach ma jedynie charakter tymczasowy – ryby sprzedają się często w przeciągu pierwszej doby. Zupełnie zbędne jest natomiast zabieranie żywego karpia do domu i to w każdy możliwy sposób. Wpuszczenie go do wanny to dodatkowy stres dla ryby, nie mówiąc o nieumiejętnych próbach jej uśmiercania przez kupujących, którzy wzięli na siebie taką odpowiedzialność.

     Nim jednak przejdziemy do proponowanych przez nas rozwiązań, chcielibyśmy zwrócić uwagę na kilka promowanych w społeczeństwie zachowań, a także na nie tak odległy temat ryb, tyle że tych akwariowych. Albowiem, w tym samym czasie, kiedy temat karpia poddawany jest intensywnym dyskusjom w kontekście znęcania się nad zwierzętami, wiele osób wybiera się do sklepów zoologicznych po świąteczny prezent w postaci złotej rybki w niewielkim pojemniku (najczęściej o kształcie kuli), nie widząc w tym żadnych kontrowersji. Warto zwrócić uwagę, że złota rybka, czyli karaś złocisty, to również ryba z rodziny karpiowatych – bliski krewny karpia i jest on na tyle mu bliski, że mogą się nawet ze sobą krzyżować! Przyjmuje się, że minimalna (a i tak bardzo mocno zaniżona) objętość akwarium dla karasia złocistego powinna wynosić 80 l na jednego osobnika (na karpia w stawie przypada przeciętnie 10 000 l). Równocześnie, o ile zauważa się problem w tymczasowym utrzymaniu karpia w i tak sporym basenie, tak zupełnie jest on niedostrzegalny dla stałego utrzymania karasia w kuli o, najchętniej wybieranej przez akwarystów, pojemności 3 l (trzech litrów)! Dodajmy do tego zakupy pod presją chwili, brak przygotowania merytorycznego docelowego właściciela, a więc nieznajomość potrzeb gatunku oraz fakt, że złota rybka trafia do pseudoakwarium z wodą kranową. Braki te widać niedługo później, gdyż takie akwarium zaczyna być problematyczne – brak filtracji i zamkniętego cyklu azotowego (dojrzałości biologicznej wody akwariowej) powoduje zakwity glonów, a sama rybka zaczyna chorować. Nic więc dziwnego, że wielu takich właścicieli decyduje się później na „wypuszczenie na wolność” swoich podopiecznych, a w zasadzie do ich porzucenia, gdyż podobnie jak pies czy kot – to też są zwierzęta domowe. Jeśli porzucenia ryb są niezgodne z prawem, warto przypomnieć sobie o akcjach ratowania karpi poprzez ich uwalnianie.

Rybka taka mała, a marzenia spełniała (tyle, że nie własne)

     Jak widać karp i złota rybka mają wiele wspólnego. Całe społeczeństwo wychowane zostało w końcu na bajce o złotej rybce, ukazującej profity dla człowieka w postaci przysługujących mu spełnianych życzeń za jej „wypuszczenie na wolność”. Bajka jest obecnie wykorzystywana jako usprawiedliwienie swoich działań przez nieodpowiedzialnych właścicieli zwierząt akwariowych, ale też i osób próbujących „ratować” karpie. Choć w obu przypadkach działania realizowane były w dobrej wierze, tak warto wiedzieć, że zamiast słynnych trzech życzeń, teoretycznie za uwolnienie złotej rybki grożą trzy mandaty. Zarówno w przypadku rybki, jak i karpia będzie to uwolnienie gatunku obcego, za co grozi do 5 000 PLN (Ustawa z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody), zarybienie bez zezwolenia (Ustawa z dnia 18 kwietnia 1985 r. o rybactwie śródlądowym). W przypadku zwierząt domowych porzucenie jest przestępstwem (Ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt). Akcje „ratowania” karpi wigilijnych poprzez ich wypuszczanie do polskich wód nie są zgodne z prawem. Co więcej, znacznie gorsze są nie tyle ewentualne prawne konsekwencje tych działań, lecz te, które dotyczą ryb a także przyrody i gospodarki.

Nieprzewidziane konsekwencje i karpie-zombie

     Podejmując decyzje o uwalnianiu, mało kto zdaje sobie sprawę, że na omawianych rybach występują specyficzne dla nich „żyjątka”. Wśród nich nie brakuje często patogenów, pasożytów, które nawet w przypadku śmierci ryby-żywiciela mogą atakować inne zwierzęta występujące w danym akwenie. Wspomnieliśmy już o tym, że kupiona w sklepie zoologicznym złota rybka nie była kontrolowana przez weterynarza pod kątem wprowadzenia jej do wód otwartych. W przypadku karpia nie jest szczegółowo oceniana obecność na nim pasożytów i mikroorganizmów mogących stanowić zagrożenie dla środowiska naturalnego. W przypadku ryb akwariowych może z nimi przeniknąć niemalże wszystko, niekoniecznie specyficznego dla danego gatunku. Jak widać w sklepach zoologicznych bardzo łatwo o kontakt zwierząt pochodzących z różnych regionów i kontynentów. U karpia problem ten jest nieco zawężony, jednak nieunikniony. Niejednokrotnie, wraz z materiałem zarybieniowym ryb karpiowatych, do Polski trafiały niepożądane organizmy, których namnożenie w wodach krajowych od lat powoduje straty finansowe w gospodarce stawowej, jak i świecie przyrody (nowo pojawiające się gatunki konkurują z gatunkami rodzimymi). Mowa tu o inwazyjnych gatunkach obcych. W tym miejscu omówimy dwa przykłady, które są ważne z perspektywy wpływu akcji „ratowania” karpi na środowisko przyrodnicze.

Dorosłe szczeżuje chińskie pozostałe na dnie stawu karpiowego. Fot. Katarzyna Pawlik

     Szczeżuja chińska to obcy gatunek małża pochodzący z Azji Wschodniej. Jest to jeden z największych mięczaków występujących w wodach krajowych, przez co często mylony jest z rodzimą szczeżują wielką (olbrzymią). Najliczniej występuje w stawach karpiowych oraz w ich bezpośrednim sąsiedztwie, gdzie spotkamy „uciekinierów” ze stawów. Obecnie coraz częściej notuje się tego małża także w wodach otwartych, w których od lat rozprzestrzenia się poza kontrolą. W Polsce notowany jest m.in. w Odrze, Warcie, Wiśle, Sanie, Narwi, Bugu, Czarnej Koneckiej.

     A jak szczeżuja chińska trafiła do Polski? Przybyła w materiale zarybieniowym jako larwa (glochidium) – pasożyt zewnętrzny ryb. Te młodociane postaci są mikrometrowej wielkości – bardzo małe i niezwykle trudno dostrzegalne gołym okiem. Mogą one znajdować się również na karpiach wigilijnych, a niekontrolowane uwolnienia mogłoby przyczynić się do rozprzestrzeniania tego groźnego dla środowiska gatunku małża.

Szczeżuja chińska (długość muszli ~20 cm). Fot. Rafał Maciaszek

     Ciekawy jest rozród szczeżui chińskiej. Samice inkubują potomstwo w komorach lęgowych własnych skrzeli zewnętrznych. Niewiarygodnym jest, że jednocześnie mogą odchowywać larwy w różnym wieku (tj. kolejne ich generacje). Średnia liczba potomstwa inkubowanego jednorazowo przez samicę wynosi 250 tysięcy, ale maksymalne wartości dochodzą nawet do miliona. Samice-matki sekwencyjnie uwalniają larwy do wody tuż przy przepływającej rybie. Glochidia przyczepiają się do ich ciała czerpiąc z nich substancje odżywcze. Larwy małży najchętniej pasożytują na skrzelach ryb, ale dzięki hakom pokrytymi kolcami z łatwością przyczepiają się również do ich skóry i płetw. Szczeżuja chińska atakuje wiele gatunków ryb. W badaniach eksperymentalnych dowiedziono, że glochidioza u karpia (choroba spowodowana infekcją glochidiów) może przyczynić się do upośledzenia oddychania ryb, pogorszenia parametrów krwi, dysfunkcji nerek i wątroby, a tym samym może doprowadzić do śnięcia ryb hodowlanych i spadku ich produktywności.

     Warto zwrócić uwagę na to, że liczba produkowanych przez jedną samicę szczeżui chińskiej larw może być od kilku do kilkudziesięciu razy większa niż liczba potomstwa produkowana przez krajowe gatunki skójek i szczeżuj. Cechy te świadczą o dużych możliwościach rozrodczych szczeżui chińskiej. Niesie to za sobą niebezpieczeństwo zwiększenia liczebności populacji tego gatunku na tle gatunków rodzimych. Ponadto biorąc pod uwagę fakt, że np. rodzima szczeżuja zwyczajna rozmnaża się sezonowo i uwalnia glochidia wczesną wiosną, a glochidia szczeżui chińskiej są uwalniane w ciągu całego roku, to są one potencjalnie w stanie infekować ryby-żywicieli częściej.

Glochidium – pasożytnicza larwa szczeżui chińskiej (fotografia mikroskopowa). Fot. Rafał Maciaszek

     Drugim omawianym inwazyjnym gatunkiem obcym, jest pochodząca również z Azji Wschodniej niewielka ryba, czebaczek amurski. Ona również przedostała się do naszych wód wraz z materiałem zarybieniowym ryb karpiowatych. W akwakulturze, jak i wodach otwartych, jest to szkodnik silnie konkurujący z innymi rybami. Swój sukces zawdzięcza przede wszystkim szybkiemu dojrzewaniu oraz plastyczności ekologicznej. Co prawda, trudno o przeniesienie czebaczka wraz z zakupionym karpiem wigilijnym, ale za to nie sprawia już żadnego problemu przeniesienie na karpia patogenów czebaczka, gdy ryby te współwystępują w stawie.

Czebaczek amurski – osobnik dorosły w szacie godowej (purpurowe przebarwienia). Fot. Rafał Maciaszek

     Czebaczek amurski jest potencjalnym wektorem dwóch groźnych dla krajowej ichtiofauny gatunków. Są to: nicień Anguillicoloides crassus, pasożyt pęcherza pławnego – dziesiątkujący stada węgorza europejskiego oraz Sphaerothecum destruens, międzykomórkowy pasożytniczy pierwotniak, powodujący m. in. nekrozę tkanek miękkich i komórek wątroby u ryb łososiowatych i karpiowatych. Obecność tego drugiego u karpia wigilijnego powoduje już u wypuszczonej na wolność, a wcześniej osłabionej niekorzystnymi warunkami utrzymania, ryby rozwój infekcji otwierających drogę kolejnym. Ze względu na chłodniejszy okres w ciągu roku (akcje uwalniania karpi rozpoczynają się pod koniec grudnia), dochodzi do sytuacji, że ryby te umierają tygodniami, a nawet miesiącami. Tak właśnie wygląda „drugie życie” wielu karpi, które podarował im krótkowzrocznie patrzący człowiek. Oprócz pasożytów mogących potencjalnie zagrozić innym rybom, karpie wigilijne poddane kilkukrotnym przeładunkom, osłabione transportem i niejednokrotnie niewłaściwym przetrzymywaniem w miejscach sprzedaży, podatne są na infekcje grzybicze, zwłaszcza pleśniawkę, która w zimowym okresie spowolnionego metabolizmu może doprowadzić do wyniszczenia i śmierci ryby.

     Warto przypomnieć, że z uwagi na obecność szczeżui chińskiej i czebaczka amurskiego na krajowej liście ministerialnej (Dz. U. 2011 nr 210 poz. 1260) dotyczącej gatunków obcych, które w przypadku uwolnienia do środowiska mogą zagrozić gatunkom rodzimym lub siedliskom przyrodniczym (czebaczek został ujęty również na liście unijnej), ich przetrzymywanie, rozmnażanie, hodowla, oferowanie do sprzedaży i zbywanie podlega prawnym ograniczeniom. Bez posiadania specjalnych zezwoleń nie wolno tych gatunków rozprzestrzeniać jak i przetrzymywać w akwariach oraz oczkach wodnych (Art. 120 Ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody).

     Wymienione inwazyjne gatunki obce to tylko niewielka część tych, które związane są z krajową akwakulturą. Niestety, pomimo iż gatunki te są od prawie 10 lat obecne na krajowej liście gatunków obcych uznanych za zagrożenie, akwakultura wciąż nie doczekała się opracowanych metod ich zwalczania czy rozwiązań, które mogłyby ograniczyć niepożądane gatunki w stawach karpiowych czy świecie przyrody.

Po karpia na stawy, do sklepu po przyprawy

     Przypominamy, że to kupujący decydują, jaką wizję chcą wspierać. Naszym zdaniem, najlepiej po karpia wybrać się tam, gdzie niezaprzeczalnie mu najlepiej, czyli do najbliższych gospodarstw rybackich lub, jeśli nie jest to możliwe, sklepów z dobrymi praktykami sprzedaży. Ewidentnie w gospodarstwach karpiowych mamy nie tylko pewność zakupu świeżej ryby, ale też okazję zobaczenia na własne oczy stawów samych w sobie. Niezależnie od miejsca zakupu karpia, nie zabierajmy go żywego do domu! Warto poprosić doświadczonego sprzedawcę o jego ogłuszenie i fachowe wypatroszenie na miejscu. Pod żadnym pozorem nie wypuszczajmy karpia do środowiska naturalnego. Jeśli zauważycie Państwo rażące nieprawidłowości w sprzedaży żywego karpia pamiętajcie, że na podstawie Ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt, a przede wszystkim Art. 6. Ust. 1a – zabrania się znęcania nad zwierzętami, dlatego też należy powiadomić odpowiednie służby (policję, straż miejską) o tym procederze.

Na koniec chcielibyśmy zaproponować dwa przepisy na wigilijnego karpia polecane przez Towarzystwo Promocji Ryb Pan Karp. Jak już wspomnieliśmy, karp jest z nami od wieków. Doskonale sprawdza się zarówno w kuchni tradycyjnej jak i nowoczesnej. Jego mięso jest pożywne, bogate w białko i wiele innych niezbędnych składników odżywczych. Sposobów przygotowania karpia można wymieniać setki, a i tak za każdym razem będzie smakował nieco inaczej.

Karp z bakaliami

Składniki:

karp patroszony z głową (bez skrzeli)

15 g rodzynek

10 g płatków migdałowych

12 g żurawiny

1/2 łyżeczka cynamonu

1 łyżeczka miodu

1 łyżeczka soku z cytryny

szczypta soli i pieprzu

3 łyżki oleju

Wykonanie:

Wypatroszonego karpia myjemy i osuszamy papierowym ręcznikiem. Doprawiamy solą i pieprzem. Pozostałe składniki łączymy ze sobą i nadziewamy rybę 2/3 częściami powstałej masy. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy w termoobiegu w temperaturze 200 °C przez 25 minut, po czym wykładamy pozostałą 1/3 masy nadzienia na wierzch karpia i pieczemy dodatkowe 10 minut.

Kofta z karpia

Składniki

80 dkg filetu z karpia bez skóry

40 dkg ciecierzycy

1 ząbek czosnku

sól i pieprz

Wykonanie:

Filet z karpia i ciecierzycę mielimy i mieszamy. Dodajemy czosnek i przyprawiamy pieprzem oraz solą a następnie formujemy w zgrabne wałeczki na patyczkach. Smażymy na patelni a w cieplejszej porze roku na grillu. Podajemy z pomidorem i bazylią.

Kodeks dobrej praktyki rybackiej w chowie i hodowli ryb: www.pankarprybacy.pl/kodeks_ksiazka.pdf

Artykuł oryginalny opublikowany w Gazecie Lubuskiej 22 grudnia 2020 dostępny tutaj.

To najprawdopodobniej pierwszy materiał popularnonaukowy, w którym negatywny wizerunek sprzedaży żywych karpi z basenów został zestawiony z pozytywnie postrzeganym wizerunkiem złotej rybki w zbyt małym akwarium. Dodatkowe podobieństwa po raz pierwszy porównano na przykładzie „wypuszczania na wolność” ryb ozdobnych oraz akcji „ratowania” karpi wigilijnych.
Według naszej wiedzy jest to też pierwszy tekst w mediach regionalnych, w którym pojawił się nieco szerzej opisany czebaczek amurski wraz ze swoimi dwoma groźnymi patogenami, jak również zaprezentowana została dokładna fotografia glochidium.

Autorzy:

Rafał Maciaszek
Katedra Genetyki i Ochrony Zwierząt, Instytut Nauk o Zwierzętach SGGW w Warszawie

Anna Maria Łabęcka
Instytut Nauk o Środowisku, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie